W piątek 27 lutego br. uczniowie naszej szkoły, w ramach Wojaży polonistycznych, mieli przyjemność wysłuchać koncertu symfonicznego Romantyczne głosy dzwonów w wykonaniu Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Była to okazja do odkrycia czegoś nowego, zupełnie innego od muzyki, której słuchamy na co dzień w radiu, jadąc autem, czy do której tańczymy w dyskotekach.
Dyrygentem tego koncertu był szef Narodowej Estońskiej Orkiestry Symfonicznej Olari Elts słynący z pełnych energii i entuzjazmu wykonań. Mogliśmy podziwiać jego niezwykłą technikę dyrygowania i zobaczyć, jak bardzo precyzyjnymi i dynamicznymi, czasem ostrymi, a czasem płynnymi i obszernymi gestami prowadził, spajał całą orkiestrę oraz nadawał tempo koncertowi.
W programie przedstawione zostały cztery utwory, z którymi chętni uczniowie mogli bliżej zapoznać się dzięki prelekcji redaktora Jakuba Puchalskiego.
Pierwszym z nich był Melting Belts Erkkiego-Sevena Tüüra, współcześnie cieszącego się powodzeniem estońskiego twórcy. Mimo że w Polsce nie jest powszechnie rozpoznawalny, jego utwory wykonywane są na całym świecie nawet kilka razy w miesiącu i grane przez najlepsze zespoły. Kompozytor ten jest postacią bardzo ciekawą, ponieważ zaczynał karierę w zespole rockowym na przełomie lat 70. i 80., a dopiero później zajął się muzyką klasyczną. Był profesorem kompozycji, ale jego talent pozwolił mu szybko zrezygnować z wykonywania tej pracy i stać się niezależnym kompozytorem. O swoich dziełach mówił tak: Moja praca jako kompozytora w całości skupia się na relacji między energią emocjonalną a intelektualną oraz na sposobach jej kanalizowania, akumulowania, rozpraszania i ponownego akumulowania. Moje utwory to abstrakcyjne dramaty dźwiękowe z postaciami i niezwykle dynamicznym ciągiem zdarzeń. Ten opis pasuje do wykonanego po raz pierwszy w 2024 roku Melting Bells. Tytuł oznacza z języka angielskiego topniejące dzwony, ale autor zawarł w muzyce całą historię dzwonów, ich brzmienie jeszcze w formie stałej, proces ich topnienia oraz przeistaczania w pociski. Tüür tłumaczył, że jego utwory […] rozwijają się w przestrzeni, która nieustannie się zmienia, rozszerza i kurczy. To rozszerzanie i kurczenie dźwięku łączy go z kolejnym utworem wykonanym tego wieczoru.
II Koncert wiolonczelowy Krzysztofa Pendereckiego zaczyna się wąskim, skupionym dźwiękiem, który stopniowo zwiększa swoja głośność i skalę dynamiczną, jakbyśmy z punktu przechodzili do coraz szerszej linii. Ten motyw powraca parę razy w toku całego utworu. Penderecki był jednym z najważniejszych kompozytorów współczesnych, którego droga twórcza przeszła znamienną ewolucję: od bycia czołowym sonorystą i liderem radykalnej awangardy, po zwrot ku tradycji i poszukiwanie nowej syntezy języka muzycznego. Jego twórczość po roku 1974, zapoczątkowana m. in. Pasją według św. Łukasza, charakteryzowała się odbudowywaniem formy i ekspresji poprzez korzystanie ze stylistyki neoromantycznej i neoklasycznej, co niektórzy twórcy awangardy uznawali za jej zdradę. Sam koncert jest syntezą stylu Pendereckiego, łączącego awangardowy sonoryzm, w którym dźwięk jest samą w sobie wartością, z neoromantyczną formą i zrozumiałymi dla ówczesnego melomana neoklasycznymi konstrukcjami i językiem. Dzięki temu kompozytor uniknął problemu właściwie każdej awangardy, która przełamuje granicę i prowadzi do rozpadu wcześniejszy ład, w tym przypadku język muzyczny, przez co twórcy tracą możliwość komunikacji z odbiorcą. Kompozycja koncertu napędzana jest wymianą energii, dialogiem między solistą a orkiestrą, pełną momentów kulminacyjnych, dynamicznych spiętrzeń i napięć. W warstwie brzmieniowej, zwłaszcza w partiach solowych wiolonczeli, słychać nawiązanie do twórczości Dymitra Szostakowicza, w tym jego koncertów instrumentalnych. Utwór powstał w 1982 roku i został napisany dla jednego z najwybitniejszych muzyków tamtego czasu, Mścisława Rostropowicza. W piątkowym wykonaniu na wiolonczeli zagrał światowej sławy niemiecki muzyk Alban Gerhardt, który dodatkowo zaszczycił nas jeszcze przed przerwą bisem.
Drugą część koncertu rozpoczął utwór Cantus in memoriam Benjamin Britten Arva Parta, najsłynniejszego kompozytora kręgu bałtyckiego. Autor niedługo przed śmiercią brytyjskiego artysty Brittena zachwycił się czystością jego muzyki. Chciał nawet poznać się z nim osobiście, lecz nie zdążył i ku jego pamięci stworzył jedno ze swoich najbardziej emblematycznych dzieł. Gdy zamkniemy oczy, specyficzne użycie dzwonków oraz sugestywna melodia rzeczywiście mogą stwarzać w naszej wyobraźni obraz pochodu pogrzebowego i pewnie dlatego utwór ten był szeroko wykorzystywany w filmach oraz dokumentach telewizyjnych.
Utworem wykonanym na końcu była jedna z czterech symfonii Johannesa Brahmsa, niemieckiego kompozytora, pianisty wirtuoza, dyrygenta i niezwykłego melodysty. Napisana w 1883 roku, po prawie sześcioletniej przerwie od ukończenia II Symfonii, kiedy to muzyk stworzył jedne ze swoich najwybitniejszych dzieł, m. in. Koncert Skrzypcowy, II Koncert Fortepianowy, III Symfonia F-dur op. 90, staje w kontraście do poprzednich dzieł, które spajał motyw dzwonów. Ich dźwięk tworzył niesamowitą atmosferę. Utwór nie jest jednak całkiem oderwany od reszty, do wcześniejszego wykonania zbliża go śpiewność, a jego autora łączy z Pendereckim rozumienie formy muzycznej. Każda z symfonii Brahmsa ma zupełnie innych charakter, wszystkie natomiast są wybitnymi dziełami przesyconymi silnymi emocjami. Symfonia, którą usłyszeliśmy, jest najbardziej liryczną i śpiewną z całej czwórki.
Wykonanie powyższych utworów było niezwykle emocjonujące i angażujące. Cisza, spokój, ekscytacja, niepokój, groza, strach, smutek, tkliwość, tęsknota, melancholia to tylko niektóre z uczuć, które mógł wywołać ten koncert. Niewiarygodna była również harmonia, z jaką smyczki drgały przy instrumentach, błyszczące flety, trąbki i puzony wyłaniały się spomiędzy czarnych surdutów i sukienek, skrzypce znikały i pojawiały się przy ramionach muzyków, palce sunęły po strunach. Ciekawym aspektem tego wydarzenia była też możliwość zobaczenia różnorodnych, rzadko spotykanych instrumentów jak: dzwonki, wiolonczela, kontrabasy.
Taka solidna dawka kultury była dla nas ważnym i inspirującym doświadczeniem, którego zdobycie zawdzięczamy naszym szanownym nauczycielom, a w szczególności pani prof. Jolancie Szlachetko, pomysłodawczyni wyjazdu, oraz pani prof. Joannie Podwice i pani prof. Aleksandrze Jasek, które dbały o nasze bezpieczeństwo, a także pani dyrektor Annie Zielonce, która dołączyła do nas podczas tej muzycznej podróży. Serdecznie Dziękujemy!
W imieniu uczestników
Martyna Zielińska, kl. 3d



