W ostatnich dniach uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego w Kętach mieli okazję obejrzeć nową ekranizację „Lalki” w Domu Kultury w Kętach. Była to możliwość ponownego poznania bohaterów jednej z najważniejszych polskich powieści, tym razem przedstawionych w filmowej wersji. Ekranizacja w reżyserii Macieja Kawalskiego zrobiła bardzo dobre wrażenie. Uważam, że jest to produkcja dopracowana pod względem wizualnym, z dobrze dobraną obsadą i ciekawym sposobem przedstawienia historii Stanisława Wokulskiego. Film nie jest jednak wiernym odtworzeniem wszystkich wydarzeń z powieści. Reżyser dokonał wielu zmian, skrócił niektóre wątki i zrezygnował z części bohaterów.

Jednym z największych atutów filmu jest scenografia. Szczególnie dobrze przygotowano miejsca, w których rozgrywa się akcja. Na uwagę zasługuje przede wszystkim sklep Wokulskiego. Został bardzo dokładnie odtworzony i dobrze oddaje charakter miejsca, w którym bohater prowadził interesy. Wnętrze sklepu jest pełne towarów, mebli i różnych przedmiotów, które pasują do realiów epoki. Dzięki temu można łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądała codzienna praca w takim miejscu. Dobrze przedstawiono również Warszawę i Paryż. Ulice, budynki, kamienice i wnętrza pozwalają zobaczyć, jak wyglądały miasta z końca XIX wieku.
Dobrze dobrano także kostiumy. Stroje bohaterów odpowiadają epoce i podkreślają ich pozycję społeczną. Eleganckie suknie i garnitury arystokracji wyraźnie różnią się od ubrań osób należących do biedniejszych warstw społeczeństwa. Widać, że zadbano o szczegóły, takie jak dodatki, fryzury i wygląd poszczególnych postaci.
Głównym tematem, nad którym skupił się reżyser, jest relacja Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej. Film skupia się na uczuciu bohatera i jego staraniach o zdobycie miłości arystokratki. Marcin Dorociński dobrze oddaje charakter Wokulskiego. Pokazuje go jako człowieka ambitnego, inteligentnego i przedsiębiorczego, który potrafi osiągać sukcesy, ale w sprawach uczuciowych jest niepewny i podatny na zranienie. Widać, jak bardzo zależy mu na Izabeli i jak wiele jest gotów zrobić, aby skraść jej serce. Z kolei Kamila Urzędowska w roli Izabeli przedstawia kobietę przyzwyczajoną do wygodnego życia, przekonaną o własnej wyjątkowości i przywiązującą dużą wagę do pozycji społecznej. Filmowa Izabela wydaje mi się nieco bardziej emocjonalna niż bohaterka powieści, jednak nadal można zauważyć jej egoizm i trudność w zrozumieniu uczuć Wokulskiego.
Ogromne wrażenie zrobiła na mnie również postać pani Meliton, w którą wciela się Agata Kulesza. Reżyser wyraźnie rozbudował tę postać w porównaniu z jej rolą w powieści i poświęcił jej więcej miejsca w filmie. Dzięki temu bohaterka jest bardziej obecna w historii i ma większy wpływ na jej przebieg. Pani Meliton pomaga Wokulskiemu zdobywać informacje i nawiązywać kontakty w środowisku arystokracji. Jest osobą dobrze znającą zasady panujące w tym towarzystwie, potrafi obserwować ludzi i wykorzystywać swoją wiedzę. Agata Kulesza bardzo dobrze odnalazła się w tej roli. Jej gra jest wyrazista, a sposób przedstawienia bohaterki sprawia, że trudno jej nie zapamiętać. Uważam, że jest to jedna z najbardziej interesujących postaci w całym filmie i jej obecność stanowi duży atut ekranizacji.
Ciekawym pomysłem reżysera jest również scena, w której do sklepu Wokulskiego wchodzi sam twórca książki. Maciej Kawalski wprowadził do filmu postać Bolesława Prusa jako dziennikarza i naocznego świadka wydarzeń. Jest to dodatkowy element, którego nie ma w powieści. Pisarz pojawia się w świecie stworzonych przez siebie bohaterów, co stanowi bezpośrednie nawiązanie do jego twórczości. Odbieram tę scenę jako ukłon w stronę autora oraz ciekawy sposób przypomnienia widzom, kto stworzył historię przedstawioną na ekranie. Ten moment wyróżnia się na tle pozostałych wydarzeń i pokazuje, że reżyser nie ograniczył się do dosłownego przeniesienia książki na ekran, ale wprowadził również własne pomysły.
Ekranizacja różni się jednak od powieści pod względem przedstawionych postaci i wydarzeń. Twórcy zrezygnowali z części bohaterów oraz wątków pobocznych, które w książce miały istotne znaczenie. Przede wszystkim zabrakło Heleny Stawskiej, której historia pozwala lepiej poznać problemy zwykłych mieszkańców Warszawy oraz trudną sytuację kobiet. Nie pojawiają się również niektóre postacie należące do biedniejszych warstw społeczeństwa, takie jak Marianna czy Węgiełek. Ich obecność w powieści pomagała pokazać życie ludzi, którzy nie należeli do bogatej arystokracji i nie mieli takich możliwości jak Łęccy. Dzięki tym bohaterom Prus przedstawiał Warszawę z różnych perspektyw. W filmie ten obraz społeczeństwa jest przez to mniej rozbudowany.
Zrezygnowano również z ważnego wydarzenia, jakim jest proces o lalkę. W powieści sprawa ta pozwala pokazać konflikty między bohaterami oraz sposób funkcjonowania warszawskiego społeczeństwa. Jej pominięcie sprawia, że filmowa historia jest bardziej skupiona na głównym wątku Wokulskiego i Izabeli. Ograniczono także rozbudowany w książce wątek Ignacego Rzeckiego, szczególnie jego wspomnienia i pamiętnik. W powieści pozwalają one lepiej poznać przeszłość bohatera, jego poglądy i przywiązanie do dawnych ideałów. W filmie rola Ignacego Rzeckiego została sprowadzona wyłącznie do zarządzania sklepem.
Mimo tych zmian film potrafi zainteresować widza i zachować najważniejsze elementy historii Wokulskiego. Niektóre sceny mają szybsze tempo, ale pozwalają skupić się na relacjach między postaciami. Uważam, że twórcy słusznie położyli duży nacisk na głównych bohaterów, chociaż zabrakło mi kilku wydarzeń i postaci znanych z książki. Szczególnie proces o lalkę oraz wątek Heleny Stawskiej mogłyby uzupełnić filmowy obraz Warszawy i jej mieszkańców.
Podsumowując, nowa „Lalka” Macieja Kawalskiego zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Uważam, że jest to wartościowa ekranizacja, która przedstawia historię Wokulskiego w bardzo ciekawy sposób. Może to i dobrze, że w filmie nie umieszczono wszystkich wątków – nieopowiedziane historie mogą zaintrygować widzów i jeszcze mocniej zachęcić ich do sięgnięcia po książkę Prusa.

Michał Mrowiec, kl. 4d